Czy jesteś dojrzałym rodzicem?

Wrzesień 6, 2009 | Opublikowany przez Jolanta Gajda w Rodzice i dziecko

To jest trudne pytanie i chyba nikt nie jest w stanie jednoznacznie na nie odpowiedzieć. Wiele jest kryteriów dojrzałości i nie ma człowieka, który spełniałby je wszystkie. Wiele rodziców bardzo się stara i to jest optymistyczne.

Ja jednak chciałabym odnieść się tylko do jednego aspektu dojrzałości. Skłoniło mnie do tego nasze najnowsze opowiadanie („Chamstwo”) w Słowniczku emocji i postaw. Samo hasło „chamstwo” jest dość kontrowersyjne, a pani Ala, która pisze dla nas opowiadania do słowniczka, dodatkowo tę kontrowersyjność pogłębiła, ujmując temat z dość nietypowej strony. A przynajmniej nietypowej z punktu widzenia nas, rodziców.

Ale wracając do dojrzałości. Zadam Ci  kilka pytań, a Ty odpowiedz sobie sam przed sobą. Szczerze, bez owijania w bawełnę.

  1. Czy kiedykolwiek przyznałeś dziecku, że to ono miało rację, a TY byłeś w błędzie?
  2. Czy kiedykolwiek otwarcie przeprosiłeś dziecko, bo uznałeś, że postąpiłeś wobec niego niesprawiedliwie?
  3. Czy kiedykolwiek przyznałeś w rozmowie z dzieckiem, że nauczyciel / sąsiad / wujek postąpił niewłaściwie? (lub: nauczycielka, sąsiadka, ciocia 😉 – płeć tu nie ma nic do rzeczy).

Dorośli mają tendencję stawiać siebie na piedestale. Dorosły zawsze ma rację. Dorosły zawsze wie lepiej. Dorosły ma prawo, bo jest dorosły. Dorosły jest mądrzejszy, bo jest dorosły. Bardzo boimy się podważyć własny autorytet. Kiedyś usłyszałam, że nie powinnam przy dziecku źle mówić o nauczycielu (nawet jeśli ten postąpił skandalicznie), bo podważam w ten sposób autorytet nauczyciela. Pytanie tylko, czy ten dorosły miał wcześniej jakiś autorytet, bo żeby go podważyć, to on najpierw musi go mieć ;). Jeśli dorosły chce mieć autorytet wśród dzieci czy młodzieży, to musi go sam stworzyć – własną postawą i zachowaniem.

A jak TY budujesz swój autorytet u dzieci? Myślę, a wręcz jestem pewna, że niezbędnym fundamentem takiego autorytetu jest nasza szczerość. Czasem szczerość do bólu. Jest to uznanie własnej omylności i niedoskonałości, a także omylności i niedoskonałości innych dorosłych. Mówienie dziecku, że dorośli wiedzą lepiej to hipokryzja. Zawoalowany lęk przed tym, by przyznać się do tego, że NIE jesteśmy idealni.

Dziecko bardzo szybko wyłapie przejawy hipokryzji. Dlaczego tata zabrania mi palić, mówiąc, że to jest szkodliwe, a sam pali? Dlaczego mama powtarza, że trzeba zawsze mówić prawdę, a mnie okłamała? Dlaczego nauczycielka nas uczy, że trzeba szanować innych, a sama poniżyła mojego kolegę w oczach całej klasy? Takich przykładów można by mnożyć. Dzieci są wbrew pozorom bardzo inteligentne i czas najwyższy przestać im mydlić oczy, że dorosły jest alfą i omegą.

Jeśli potrafisz:

  • przyznać się wobec dziecka, że popełniłeś błąd,
  • przeprosić je tak po prostu,
  • otwarcie powiedzieć, że wielu rzeczy jeszcze nie wiesz,
  • być obiektywny i w obecności dziecka przyznać, że inny dorosły postąpił niewłaściwie,

wtedy dopiero masz szansę być PRAWDZIWYM autorytetem dla dziecka. Nie takim, któremu dziecko przytakuje tylko w jego obecności, ale takim, którego dziecko będzie szanować i któremu będzie ufać w każdym czasie i miejscu.

Budowanie TAKIEGO właśnie autorytetu jest miarą dojrzałości rodzica.
A może masz inne zdanie?

Nauka dzieci

Możesz śledzić komentarze dodawane do postu przez RSS 2.0 Możesz zostawić komentarz, lub trackback.

Komentarzy (7)

  • magda pisze:

    Zawsze mój dziadek powtarzał mi,że dziecko ma więcej rozumu jak dorosły. Teraz kiedy sama jestem mamą przyznaje mu racje. Teraz wiem,że należy z dzieckiem dużo rozmawiać i przyznawać się do swoich błędów aby nauczyć ich,że nie ma ludzi nieomylnych i my rodzice też uczymy się być rodzicami.Nie ma złotych reguł na wychowywanie dziecka ani bycie rodzicem! Ile charakterów tyle typów i problemów. Rozmawianie a nie mówienie do dziecka przynosi efekty wiem to z własnego doświadczenia. Jeżeli dziecko będzie miało do nas zaufanie i zobaczy,że my rodzice też nie wiemy wszystkiego tylko się uczymy razem,szukając odpowiedzi na trudne pytania(a dzieci takie mają),czy choćby pomagając im w pracach domowych,jeżeli przyznamy,że ktoś inny ma racje to nie podważy to naszego autorytetu a wręcz przeciwnie podniesie,bo potrafimy się przyznać do naszej „niedoskonałości”. Dzieci są wspaniałymi psychologami tylko my dorośli nie zawsze ich doceniamy.

  • alex pisze:

    jestem matką i nauczycielką( a może odwrotnie?) już sam zawód stawia mnie w pozycji przegranej wobec dziecka- no bo autorytet, nieomylność belfra i przede wszystkim STEREOTYP…
    jednak potrafię i jako matka i jako nauczyciel przyznać się do błędu , powiedzieć ,że czegoś nie wiem .przecież to całkiem naturalne.nie jestem chodzącą encyklopedią!
    Ostatnio nie potrafiłam odpowiedzieć na pytanie 7letniego syna- zdziwiony odpowiedział ,,ależ mamuś , ja myśłałem ,że ty wszystko wiesz, bo zawsze umiałaś mi odpowiedzieć”……..tak , ale ja wiedzę czerpię z książek , z doświaczenia, z obserwacji i umiejętności analizy.w danym temacie akurat nie byłam biegła…
    jako nauczyciel często przyznaję uczniom rację – ponieważ mają chłonny , młody umysł, często ich wiedza oparta jest na nowościach znajdowanych w internecie- a ja np opieram się na ,,starszych” badaniach…Autorytetu nie zbuduje się na nieomylności, pokazując dzieciom ,żę człowiek nie wie wszystkiego, ale możę , jest w stanie się dowiedzieć- od tego wszak nauka , szkoła, studia-chyba nie jestem wzorem, ale też nie straciłam ich szacunku.To mój mały suces!

  • Otóż to 🙂 Prawdziwa mądrość polega na umiejętności przyznania się do niewiedzy. To taki mały paradoks 😉 I dzieci w każdym wieku na pewno tę mądrość docenią.

  • Ania pisze:

    Będąc młodą nauczycielką … 😉 wkrótce po rozpoczęciu pracy w nowej szkole spotkałam się z bardzo szczegółowym pytaniem ucznia. Wiedząc, że jest to „próba” nowej „pani profesor” odpowiedziałam szczerze: słuchaj, nie pamiętam tego. Ale jeśli NAPRAWDĘ cię to interesuje, to poszukam w swoich podręcznikach akademickich i postaram się ci odpowiedzieć. Przyznał, że nie interesuje go to tak bardzo.
    Kiedy po kilku latach spotykałam swoich byłych uczniów, którzy stali się już dorosłymi ludźmi, dowiedziałam się od nich, że w ich oczach byłam osobą bardzo wymagającą, ale bardzo sprawiedliwą, i że za to mnie szanowali. Dowodem mogło być chociażby to, że na ulicy nie udawali że mnie nie widzą i nie przechodzili na drugą stronę ulicy, ale wręcz odwrotnie; mimo, że byłam „taka wymagająca”. A może właśnie dlatego …? Moim zdaniem dzieci i młodzież lubią gdy stawia się im wysokie wymagania (pod warunkiem, że robi się to z przyjaźnią), bo to podwyższa ich samoocenę. Ale takie same wymagania trzeba stawiać sobie i wówczas dopiero zyskuje się autorytet, a nie „z definicji”.

  • „Moim zdaniem dzieci i młodzież lubią gdy stawia się im wysokie wymagania (pod warunkiem, że robi się to z przyjaźnią)”

    Tak sobie właśnie pomyślałam, że nauczyciele osiągaliby o niebo lepsze wyniki, gdyby – w momencie stawiania uczniowi oceny niedostatecznej – NIE mówili:
    – Dostajesz jedynkę. Weź się w końcu do roboty, bo nie zdasz do następnej klasy.

    tylko powiedzieli raczej zatroskanym głosem:

    – Niestety muszę ci postawić jedynkę. Ale wierzę, że jesteś w stanie się tego nauczyć i następnym razem będę mogła Ci postawić pozytywną ocenę. Kiedy chciałbyś ją poprawić?

    To tak apropos tego przyjaznego nastawienia 🙂

  • Łukasz pisze:

    W ogóle nauczycieli mogliby na studiach uczyć technik sprzedaży.
    Zamiast się frustrować nieudanymi próbami wciskania wiedzy dzieciakom na siłę, mogli by ją poprostu sprzedać.

  • Techniki sprzedaży, poza tym techniki negocjacji, komunikacja międzyludzka, neurolingwistyczne programowanie, mnemotechniki i jeszcze cała masa innych szkoleń… Aha, i jeszcze jedno by się przydało. Żeby płace nauczycieli były porównywalne z płacami handlowców 😉



Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *