Tym razem wpis będzie nietypowy, ponieważ cały artykuł postanowiłam zamieścić – ze względu na sporą jego długość – w sekcji „Artykuły” w serwisie. Zachęcam Cię do zapoznania się z nim i skomentowania go tutaj, na blogu.

Czy uważasz, że kolorowanki pogłębiają problem nierówności płci? Bardzo jestem ciekawa, co o tym sądzisz. Przeczytaj polemikę naszej użytkowniczki i dwóch grafików, którzy rysują dla Was kolorowanki w SuperKid i napisz w komentarzach, jakie jest Twoje zdanie w tej sprawie 🙂

link do artykułu: Kolorowanki dla dzieci a seksizm

listonosz
Nauka dzieci

Komentarze (180)

Chciałabym Ci pokazać, jak inaczej można wykorzystać obrazki do kolorowania, czyli domowym sposobem, za darmo, poszerzyć repertuar zabaw i zajęć dla dziecka. Pominę oczywiście tak banalny temat, jak kolorowanie kolorowanki 😉 . Zajmiemy się sposobami niestandardowymi. Jest to w pewnym sensie kontynuacja mojego poprzedniego wpisu, w którym sugerowałam, byśmy przestali się tłumaczyć brakiem czasu lub pieniędzy.

Załóżmy, że wydrukujesz kolorowanki z mojego serwisu lub kupisz jakieś za 2 zł w kiosku, dasz dziecku do pomalowania i cieszysz się chwilą spokoju. Ale już po kwadransie maluch znowu się nudzi, bo zdążył wszystkie pokolorować. Co możesz zrobić? Są trzy wyjścia:

  • wydać kolejne pieniądze na jakąś książeczkę, zabawkę czy inną formę zajęcia dla swojej pociechy – rozwiązanie dla zamożnych
  • spędzić trochę czasu w internecie na poszukiwaniu innych odpowiednich, darmowych materiałów – rozwiązanie dla niezamożnych
  • wykorzystać pomalowane (lub ponownie wydrukowane) kolorowanki do innych, równie edukacyjnych celów – rozwiązanie dla chętnych 😀

Oto 7 sposobów na wykorzystanie „zużytych” kolorowanek:

1. Robimy z kolorowanki puzzle. Czyli – chwytamy nożyczki, ciach ciach – tniemy obrazek na jakieś nieregularne kształty i mówimy do dziecka „Pomożesz mi złożyć ten obrazek? Bo ja chyba sobie nie dam rady…”

2. Bawimy się w „Co się zmieniło?”. Dziecko przygląda się swojej kolorowance i próbuje zapamiętać jej szczegóły. Potem zamyka oczy, a Ty dorysowujesz kredką jakiś mały detal, wtapiając go w obrazek. Po otwarciu oczu dziecko próbuje zgadnąć, co się zmieniło. A potem – nie ma lekko – zmiana ról 😉 .

3. Rysujemy w ciemno. Dziecko przygląda się kolorowance i stara się zapamiętać, co i gdzie na niej jest. Potem zamyka oczy, a Ty prosisz je, by dorysowało – cały czas z zamkniętymi oczami – jakieś konkretne elementy, które pasują do treści obrazka. Np. jeśli na kolorowance jest ludzka postać, dorysowujemy jej np. okulary, w ręku torebkę lub smycz z pieskiem itd. Dziecko rysuje „w ciemno”, czyli – ponieważ nie widzi obrazka – rysuje tam, gdzie wydaje mu się, że powinien być dany element. Potem otwiera oczy i śmiejemy się wspólnie z okularów na brzuchu czy pieska chodzącego po ścianie domu 😉 .

4. Układamy historyjkę. Bierzemy kilka kolorowanek, mieszamy je i układamy losowo w rzędzie. Dziecko ma za zadanie ułożyć historyjkę, którą te kolorowanki mogłyby ilustrować. Kolejność wydarzeń w historyjce musi być zgodna z kolejnością obrazków.

5. Zabawa w ciekawskiego ufoludka. Jesteś ufoludkiem (pocieszę Cię – nie musisz się malować na zielono 😉 ) i dostajesz do ręki zdjęcie zrobione na planecie Ziemia (tym zdjęciem jest kolorowanka). Nie rozumiesz kompletnie, ani co zdjęcie przedstawia, ani do czego służą różne rzeczy, dlaczego postacie tak wyglądają ani co takiego dziwnego robią. Dziecko jest Ziemianinem i cierpliwie odpowiada na wszystkie Twoje pytania. Potem – przy kolejnej kolorowance – zmiana ról. Nie bójmy się zadawać dziwnych pytań (jak by nie było – ufoludki wiedzą o nas niewiele 😉 ) – to okazja do poćwiczenia kreatywności.

6. Powtórka z angielskiego. Jeśli Twoje dziecko uczy się angielskiego, to wykorzystujmy każdą okazję do powtórek lub nauczenia się jakichś dodatkowych słówek. Temu również mogą służyć kolorowanki – nazwijmy, to co potrafimy po angielsku. Nawet jeśli dziecko zna niewiele słówek, to założę się, że jednymi z początkowych słów, z którymi się zapoznało, były kolory. I to już wystarcza na ćwiczenie – my mówimy nazwę jakiegoś przedmiotu lub postaci z kolorowanki (po polsku), a dziecko mówi po angielsku, w jakim przedmiot jest kolorze. Albo robimy z kolorowanki słowniczek obrazkowy, opisując przedmioty na obrazku ich angielskimi nazwami.

7. Wycinanki + kolaż. Wycinamy z kolorowanek postacie, zwierzęta czy przedmioty (potrzebnych będzie kilka różnych kolorowanek) i z tych wszystkich elementów zrobimy jedno oddzielne dzieło. Na dużej kartce papieru naklejamy wycięte wcześniej elementy, dodajemy do tego różne inne drobiazgi – naklejamy skrawki materiałów, waty, guziczki, sreberka po czekoladzie i co tam ciekawego w domu znajdziemy – tak by całość tworzyła jeden w miarę spójny obraz.

Swoją drogą, wymyślanie różnych zajęć dla dzieci to świetne ćwiczenie na kreatywność dla dorosłych. Polecam na rozruszanie starzejących się komórek mózgowych 😉 .

A teraz zapraszam do działu Kolorowanki w naszym serwisie i do wypróbowania niektórych pomysłów. Może masz jeszcze jakieś inne? Podziel się z nami w komentarzu do wpisu – co kilka głów, to nie jedna 😉

Komentarze (9)

W swoim ebooku „Inteligencja Twojego dziecka” dużo pisałam o tym, że powinniśmy dzieciom zapewniać jak najwięcej bodźców, by miały możliwość wszechstronnie się rozwijać i poszukiwać własnych mocnych stron i talentów. Nie raz spotkałam się jednak z bardzo uproszczoną interpretacją tego twierdzenia: Aha, to trzeba dziecko posyłać na różne kursy: śpiew, taniec, dżudo, jazda konna, angielski, bla, bla, bla. A z taką interpretacją wiążą się właściwie dwa wnioski:

1. mam pieniądze, stać mnie na kursy dla dziecka – świetnie, nie będę mu musiał poświęcać zbyt dużo czasu, bo zajmą się nim instruktorzy, którym zapłacę za opiekę

2. nie mam pieniędzy – nie stać mnie na kursy, więc nie mogę zapewnić dziecku tylu zajęć. Ale to nie jest moja wina tylko wina tego, że nie jestem bogaty.

W pierwszym przypadku dziecko ma mnóstwo zajęć, ale bardzo ubogi kontakt z rodzicami, co ma negatywny wpływ na jego rozwój emocjonalny, a w drugim przypadku – rodzice mają więcej czasu, ale nie wykorzystują go w pełni, mimo że mogliby dostarczyć dziecku różnych bodźców bez żadnych nakładów finansowych.

A przecież MOŻNA ZADBAĆ O ROZWÓJ DZIECKA NIE MAJĄC DUŻYCH ŚRODKÓW FINANSOWYCH.

W II części „Inteligencji Twojego dziecka” podałam prosty przykład, w jaki sposób – przy tak trywialnej czynności jak obieranie ziemniaków – można rozwijać u swojego dziecka inteligencję językową, matematyczną, emocjonalną, a także kreatywność. Można to także robić jadąc autobusem, zamiatając pokój lub czekając z dzieckiem na wejście do gabinetu lekarskiego, a te wszystkie rzeczy przydarzają się nawet tym, którzy twierdzą, że nie mają czasu. Pytanie tylko, czy nam sie chce wykorzystywać różne nadarzające się okazje. Ale na to pytanie każdy rodzic musi już sobie samodzielnie odpowiedzieć.

Najwyższy czas przestać zrzucać winę na brak czasu czy brak pieniędzy – są to tylko wygodne preteksty, stanowiące przykrywkę dla naszego lenistwa i wygodnictwa. Koniec kropka 🙂 .

Komentarze (2)

Uniwersytet dla dzieci? Brzmi bardzo poważnie, a nawet trochę strasznie 😉 . Ale w rzeczywistości chodzi o bardzo fajną inicjatywę, jaką podjęły niektóre uczelnie w Polsce, czerpiąc wzory z zachodu. Uniwersytety takie działają już naszym kraju w Łodzi, Warszawie i Krakowie, a w tym roku swoje podwoje otworzył również Uniwersytet Uczniowski w Poznaniu.

Studentami takiego uniwersytetu mogą zostać uczniowie szkół podstawowych w wieku od 7 do 12 lat. Dorosłym niestety wstęp wzbroniony 😉 . Dzieci uczestniczą w serii wykładów na różne ciekawe tematy, poznają odpowiedzi na nurtujące ich pytania i zgłębiają odwieczne tajemnice wszechświata 😉 . Zaspokajają w ten sposób swą nienasyconą ciekawość, którą – bądźmy szczerzy – rodzice, czy nawet nauczyciele w podstawówkach nie zawsze są w stanie zaspokoić. Albo z braku wiedzy, albo z braku czasu. Zajęcia są prowadzone przez kadrę uczelni, a same dzieci otrzymują indeksy i – jeśli uczestniczą regularnie w zajęciach – także „prawdziwe” dyplomy.

Podobny program edukacyjny dla dzieci działa już w ponad 70 ośrodkach uniwersyteckich w Niemczech, a także w kilkunastu w Austrii, Szwajcarii, Słowacji, Wielkiej Brytanii i na Wyspach Kanaryjskich. Pierwszy uniwersytet dla dzieci powstał w 2002 r. w Tybindze, kiedy to jeden z profesorów dał pierwszy wykład dla dzieci zatytułowany „Dlaczego wulkany zieją ogniem?”. Prawdę mówiąc, sama bym chętnie takiego wykładu posłuchała 🙂 . Projekt się rozrósł na dużą skalę. W Austrii na przykład w zeszłym roku rozpoczął kursowanie „Kinderuni Express” – specjalny ekspresowy pociąg uniwersytecki, wiozący dzieci z różnych zakątków Austrii do stolicy na zajęcia. W pociągu oczywiście nie traci się czasu 😉 . Mali studenci, jadąc pociągiem, przeprowadzają eksperymenty i uczestniczą w warsztatach.

Uniwersytety dla dzieci w Polsce również nabierają rozmachu. Na wykładach poruszane są ciekawe tematy ze wszystkich niemal dziedzin nauki: od historii po biotechnologię, od medycyny po ekonomię, od prawa po filozofię. Można uczestniczyć w różnorodnych zajęciach umożliwiających wieloraką aktywność: w warsztatach, zajęciach laboratoryjnych, wycieczkach poznawczych.

„Dzieci są ciekawe, chętnie eksperymentują, nie stawiają sobie granic, chcą zrozumieć otaczający świat. Chcemy dzieciom, które z natury są ciekawe i wszechstronnie utalentowane, udostępniać najlepsze źródła wiedzy. Pragniemy podsycać ich naturalną ciekawość, pomóc w rozwoju potencjału twórczego i intelektualnego”

– to słowa Agaty Wilam, która była jednym z organizatorów Uniwersytetu dla dzieci w Krakowie.

Moim zdaniem to naprawdę świetna inicjatywa. Sama mam dwójkę dzieci i wiem, jak trudne pytania potrafią zadawać. Często – mimo najszczerszych chęci – nie mam pojęcia, co odpowiedzieć. Dzięki spotkaniom z autorytetami nauki, dzieci mają szansę podsycić swoją ciekawość i chęć poznawania świata, co przełoży się w przyszłości na dużą chłonność umysłu, otwarcie na wiedzę i nowości, rozwijanie własnych pasji i zainteresowań.

I na koniec kilka przydatnych linków:

Uniwersytet dzieci w Krakowie
Uniwersytet dzieci w Warszawie
Łódzki Uniwersytet Dziecięcy
Uniwersytet Uczniowski w Poznaniu
Children’s University w Manchester
Kinder-Uni w Tybindze
uniwersytet dla dzieci

Komentarze (0)

Przejmij odpowiedzialność

Czerwiec 18, 2007 | Opublikowany przez Jolanta Gajda w Rozwijanie umysłu

Posyłając dziecko do szkoły liczymy na to, że oto oddajemy naszą pociechę w dobre ręce. Tu trafi na profesjonalnych pedagogów, którzy odkryją i rozwiną uzdolnienia naszego „małego geniusza”, rozbudzą w nim ciekawość świata, nauczą go, jak się uczyć i poznawać otaczającą rzeczywistość, wyszukają wiele sposobności ku temu, by istniejące w dziecku talenty mogły rozkwitnąć.

Prawda?

Nieprawda.

To dość smutna refleksja, ale niestety prawdziwa. Przekonałam się o tym ponownie w ostatnich dniach. Właściwie nic nowego, a jednak pozostawia po sobie jakieś nieprzyjemne uczucie…

W tym roku syn po raz kolejny brał udział w konkursie matematycznym Kangur. O tym, jak wspólnie z dziećmi traktujemy wszelkiego rodzaju konkursy pisałam już tutaj. W poprzednich dwóch latach należał do grona laureatów, dzięki czemu przeżył wspaniałą przygodę – nagrodą w tej kategorii wiekowej był wyjazd do Legolandu (jeśli jesteś ciekaw, jakie metody stosuję, by rozwijać uzdolnienia swoich dzieci, zajrzyj do „Inteligencji Twojego dziecka” – tam opisałam swoją „receptę” 🙂 ).

W zeszłym miesiącu – w okresie gdy ogłaszane są zazwyczaj wyniki konkursu – syn nie dostał żadnej informacji na swój temat. Uznaliśmy wobec tego, że widocznie tym razem poszło mu słabiej. Zaakceptowaliśmy to i zapomnieliśmy o sprawie.

Tymczasem, parę dni temu, chłopak wrócił do domu uradowany. Okazało się, że otrzymał bardzo dobry wynik i w nagrodę wyjeżdża w lecie na wycieczkę do Lwowa. Dyrektorka wcisnęła mu w rękę jakiś formularz do wypełnienia i numer telefonu, żeby mama (czyli ja) sama sobie podzwoniła i dowiedziała się, co i jak. Nie wiadomo było, ani które miejsce zajął, ani gdzie dostarczyć ten formularz, ani do kiedy. Kompletnie nic.

Gdy zadzwoniłam pod podany numer, okazało się, że wszystkie informacje zostały wysłane do szkoły już w maju – jaki wynik, jakie formalności trzeba dopełnić i do kiedy. Wysłano też dyplom i inne dokumenty.

Nie powiem, byłam trochę tym wszystkim rozgoryczona. Pomijam już fakt, że szkoła nie zrobiła zupełnie nic, by pomóc w przygotowaniach do któregokolwiek z konkursów. Sama przecież wyszukiwałam dziecku testy, pomagałam przy ich sprawdzaniu, tłumaczyłam mu niejasne rzeczy – o ile sama potrafiłam, bo jestem przecież humanistką, a nie matematykiem. Wynajdywałam różne konkursy, by syn mógł się sprawdzać, trenować, zdobywać motywację do dalszych wysiłków. I nawet wtedy, gdy chłopak – jak to się mówi – „godnie zaprezentował szkołę”, ta nie stanęła na wysokości zadania, by zainteresować się choć trochę i przynajmniej w przyzwoity sposób powiadomić syna o jego osiągnięciu.

Naprawdę, ręce opadają.

Ale wiesz co? Wiem jedno – nie warto narzekać. System edukacyjny jest taki, a nie inny i tego nie zmienimy. Nauczyciel nie zajmie się uzdolnieniami Twojego dziecka, bo za mało zarabia, bo czuje się niedoceniany i sfrustrowany, a na dodatek boi się agresywnych łobuzów, których w szkole jest niemało. I nie mówię tego złośliwie – taka jest po prostu rzeczywistość. Do tego dochodzą jeszcze w ostatnim czasie objawy ostrego szoku w wyniku coraz to nowych pomysłów naszego wicepremiera G., które to pomysły niejednemu z nas odbierają z wrażenia mowę…

Dlatego jeśli chcesz, by Twoje dziecko rozwijało swoje mocne strony, musisz zająć się tym sam. Przejmij odpowiedzialność. Nie czekaj na szkołę, nauczycieli, sprzyjające okazje. Od Ciebie – rodzica – zależy, czy te mocne strony w ogóle zostaną dostrzeżone, a potem – jak ten potencjał będzie wykorzystany. Jeśli czytałeś „Inteligencję Twojego dziecka” to wiesz już, że pierwsze 10 lat życia małego człowieka to okres bezcenny z punktu widzenia rozwoju jego umysłu.

Nie zaprzepaść tego – przejmij odpowiedzialność.

Nauczyciel nauczy Twoje dziecko – lepiej lub gorzej – liczyć, czytać, pisać. Nauczy, gdzie płynie Wisła, jakie są części mowy i jak z nasionka powstaje roślina.

Ale o odkrycie w Twoim dziecku jego talentów i o ich właściwy rozwój musisz zadbać TY sam. Wymaga to trochę wysiłku i czasu, ale daje olbrzymią satysfakcję. Bo wiesz, że pomagasz dziecku zbudować wysokie poczucie własnej wartości, które w dorosłym życiu bardzo mu się przyda.

Komentarze (4)

Mali sfrustrowani geniusze

Maj 15, 2007 | Opublikowany przez Jolanta Gajda w Rozwijanie umysłu

Ostatnio dzieci nie mają łatwego żywota… 😉 Już przedszkolaki wysyłane są na całą masę najprzeróżniejszych, dodatkowych zajęć. Angielski, niemiecki, pływanie, jazda konna, tenis i Bóg jeden wie, co jeszcze. Pamiętam jeszcze do dziś pewien artykuł w gazecie, opowiadający o prywatnych (oczywiście płatnych) przedszkolach warszawskich. Nie zdziwiło mnie rzecz jasna, że takie przedszkola istnieją, tylko to, że miejsca w nich są rezerwowane… na kilka lat wstecz. Czyli – mając rocznego bobasa w domu – rodzice (o pokaźniejszym portfelu) pędzą z dwuletnim wyprzedzeniem do eksluzywnego przedszkola, by zagwarantować tam dziecku miejsce.

Kolejny trend to rozpoczynać naukę dziecka jak najwcześniej. Najlepiej jakby umiało czytać i liczyć jeszcze zanim wyjdzie z kołyski. Rodzice wyszukują gorączkowo informacji na temat metod Glenna Domana, szukają kursów szybkiego czytania, powstaje wiele szkół, które mają rozwijać inteligencję i kreatywność małych dzieci.

Nie jestem przeciwna temu, by dbać o rozwój dzieci. Owszem, nawet uważam, że trzeba zapewniać im różnorodne stymulujące zajęcia. Tylko boję się, że to wszystko idzie trochę w złym kierunku. Tak jak dorośli mają swój „wyścig szczurów”, tak u dzieci zaczyna się coś w rodzaju „wyścigu szczurków”, napędzanego przez troskliwych(?) rodziców.

A przecież nie jest najważniejsze to, ile dodatkowych zajęć dziecko zalicza. Ani to, czy zaczyna naukę czytania w wieku lat trzech czy pięciu. Ważne jest to, czy dziecko ma rodziców, którzy znajdują dla niego czas, którzy zaspokajają jego ciekawość cierpliwie odpowiadając na jego pytania, uczą je przez wspólną zabawę i bawią się z nim przy wspólnej nauce. Ważne jest to, czy dziecko ma rodziców, którzy własną postawą i postępowaniem pokazują, jak czerpać radość z życia i z obcowania z innymi ludźmi, jak dostrzegać piękno otaczającego świata, jak cieszyć się ze zdobywania nowej wiedzy i rozwijania własnych pasji.

Jest jeszcze jeden problem, o którym niektórzy rodzice zapominają. Nasz system oświaty nie jest przystosowany do uczenia dzieci wybitnie zdolnych i ponadprzeciętnie inteligentnych. Jeśli będziemy w wieku przedszkolnym wtłaczać w dzieci wiedzę i trenować ich w przeróżnych umiejętnościach, zapominając o kształceniu w nich odpowiedniej postawy, o której pisałam wyżej i o rozwijaniu inteligencji emocjonalnej, możemy dziecko bardzo skrzywdzić. Dlaczego? Bo gdy mały geniusz trafi do „normalnej” szkoły, w której będą uczyły się „normalne” dzieci, nie poradzi sobie z nudą na lekcjach, brakiem wyzwań odpowiednich dla jego możliwości, nie poradzi sobie też z reakcjami rówieśników, którzy niespecjalnie lubią „kujonów” i bywają wobec nich dość okrutni. Stąd już krótka droga do sprawiania problemów wychowawczych. Rozrabiając, można przecież skutecznie zabić nudę i na dodatek przypodobać się kolegom…

Dlatego nie zapominajmy nigdy, że ten mały człowiek to przede wszystkim dziecko, które uczy się życia od podstaw. A życie to nie tylko znajomość języków obcych, tabliczka mnożenia i ilość przeczytanych słów na minutę…

Nauka życia to coś znacznie, znacznie więcej.

dziecko

Komentarze (6)

Jak szybko czyta Twoje dziecko?

Listopad 18, 2006 | Opublikowany przez Jolanta Gajda w Rozwijanie umysłu

Właśnie dziś, 18. listopada, odbywały się eliminacje i półfinały do VIII Mistrzostw Polski w Szybkim Czytaniu. Jest to dobra okazja ku temu, by poruszyć ten ciekawy temat. Zawody odbywały się w salonach EMPiK-u w 14-stu miastach Polski i miały wyłonić najlepszych, którzy zmierzą się w finale 25 listopada w Warszawie.

Ci, którzy jeszcze nie znają tematu, mogą nie mieć wyobrażenia o tym, co to znaczy czytać SZYBKO. Po wejściu na stronę głównego sponsora i organizatora konkursu, okazuje się, że rekordzistka czyta z prędkością (więcej…)

Komentarze (0)

Jak to jest właściwie z tą płcią? Czy to, że dziecko miało szczęście urodzić się dziewczynką albo chłopcem, determinuje jego talenty i zdolności? Czy to prawda, że chłopcy są lepsi w przedmiotach ścisłych, a dziewczynki w humanistycznych?

Ostatnio ukazał się ciekawy artykuł w Gazecie Wyborczej pt. „Ewę uczyć tak jak Adama?”, który przedstawia wyniki badań psychologów amerykańskich w tej sprawie. (więcej…)

Komentarze (8)

Przepis na geniusza (?)

Październik 20, 2006 | Opublikowany przez Jolanta Gajda w Rozwijanie umysłu

Ostatnio, jadąc w delegację służbową do Warszawy, musiałam spędzić ok. 6 godzin w pociągu. Jak zwykle w takich przypadkach postanowiłam zaopatrzyć się w jakąś lekturkę, żeby złagodzić sobie uciążliwości podróży :-). Tym razem mój wybór padł na „Przepis na geniusza – Jak doskonalić swoje IQ poprzez właściwe odżywianie i styl życia”. (więcej…)

Komentarze (2)