PAS, czyli syndrom Gardnera

kwiecień 19, 2007 | Opublikowany przez Jolanta Gajda w Rodzice i dziecko

PAS kojarzy się nam z przykrym narzędziem wymierzania kary, kiedyś szeroko stosowanym, dziś uznawanym bezsprzecznie za przejaw agresji fizycznej rodzica wobec dziecka. Ale nie o takim pasie będę pisać. Chodzi o angielski skrót od „parental alienation syndrom” – syndrom odrzucenia rodzica, zwany również syndromem Gardnera (od nazwiska amerykańskiego psychiatry, który zajmował się tym problemem).

Temat pojawił się w jednym z artykułów w kwietniowym numerze magazynu „Charaktery”. Przyznam, że artykuł mnie naprawdę głęboko poruszył. Po jego lekturze miałam mieszane uczucia. Z jednej strony odezwała się we mnie tzw. kobieca solidarność. Pomyślałam sobie – pewnie przesadzają, za bardzo wierzą temu, co mówią przedstawiciele męskiej części społeczności. Sprawdziłam, kto jest autorem publikacji. I tu niespodzianka – artykuł był napisany przez kobietę…

Z drugiej strony, wiedziałam, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety są zdolni do takich wyczynów. Rodzi się pytanie, czy fakt, że jesteśmy tylko ludźmi, może usprawiedliwiać podobne zachowania?

Jeśli nie wiesz, co to PAS, już spieszę z wyjaśnieniem. Mamy z tym do czynienia wtedy, gdy po rozwodzie, jeden z rodziców, chcąc zatrzymać dziecko przy sobie, stosuje przeróżne chwyty, by dziecko bało się drugiego opiekuna, bądź go po prostu znienawidziło. Wszystko po to, by mieć dziecko całkowicie, w 100%, tylko i wyłącznie dla siebie. Niczym ulubioną maskotkę, którą się posiada na własność… Według statystyk, praktyk tych dopuszczają się w większości matki, ale myślę, że jest to wynik tego, że to głównie one w przypadku rozwodu otrzymują prawo do opieki nad dzieckiem.

Pomijam już fakt, że owe mamy ograniczają jak się da kontakty dziecka z ojcem. Albo w ogóle wyjeżdżają bez słowa na drugi koniec Polski, nie podając adresu i uniemożliwiając ojcu jakiekolwiek „widzenia” z dzieckiem.

Bardziej poruszyły mnie metody manipulowania dzieckiem, czyli tzw. „pranie mózgu”. Niby o nich słyszałam już wcześniej, ale konkretne historie ludzkie, przedstawione w artykule, jeszcze bardziej uświadomiły mi okrucieństwo takich metod.

Na czym polega gra rodzica, który chce odsunąć dziecko od partnera? Oto niektóre metody:

– mama robi przy dziecku awantury ojcu (trzymam się już tego schematu winnej matki), że kupił mu czekoladę lub inny drobny prezent („Mój syn niczego od ciebie nie potrzebuje”)

– mama, rozmawiając z dzieckiem o ojcu, używa stale tych samych kluczowych słów (tata bił mamę, tata jest zły, tata nas krzywdził) nawet jeśli nie ma w tym ani krzty prawdy. Dziecko poddawane jest stale tej samej indoktrynacji, narasta w nim uczucie lęku wobec ojca (czasem Bogu ducha winnego). Dziecko boi się podejść do ojca w trakcie spotkania, mimo że nigdy nie doświadczyło od niego żadnej krzywdy ani też nigdy nie było świadkiem jakiejkolwiek agresji ojca wobec mamy

– mama stosuje szantaż emocjonalny i/lub materialny. Widząc jakieś pozytywne przejawy kontaktów dziecka z ojcem, okazuje maluchowi swój smutek i rozczarowanie, pozbawia go czułości, uśmiechu bądź np. nie kupuje mu czegoś, co mu obiecała. W wyniku tego maluch nie chce rozmawiać z tatą, by nie stracić miłości mamy. Innymi słowy, dziecko jest karane za okazywanie pozytywnych emocji wobec drugiego opiekuna.

Autorka artykułu podaje wiele przyczyn takich zachowań rodziców. Ale dla mnie ważniejsze jest to, co się dzieje z samym dzieckiem.

„Odrywanie siłą dziecka od jednego z rodziców powoduje spustoszenia w jego psychice. Prowadzi do sytuacji, w której dziecko nie dowierza swoim własnym uczuciom i spostrzeżeniom. Towarzyszy temu negatywna samoocena i brak poczucia własnej wartości. Dziecko przeżywa głębokie rozdarcie wewnętrzne, ponieważ nie wie, wobec którego z rodziców powinno być lojalne. W obawie przed utratą rodzica sprawującego opiekę, zaczyna się identyfikować z nim i z jego poglądami.”

Swoją drogą przeraża mnie to, że można tak bezkarnie manipulować małym człowiekiem, traktować go jak drewnianą marionetkę, która nic nie czuje i nic nie rozumie. Wszystko po to, by zrealizować jakieś swoje egoistyczne cele – odegrać się na partnerze, zatuszować własne przewinienia, zrealizować potrzebę władzy, wyleczyć ból po utracie związku. A gdzie jest w tym wszystkim miejsce na troskę o rozwijającą się osobowość małej istoty ludzkiej? Troskę o zapokojenie jej najważniejszych potrzeb: miłości i bezpieczeństwa? Troskę o jej prawidłowy rozwój emocjonalny?

Chciałoby się krzyknąć – dorośli, co wy do cholery wyprawiacie? Ale przecież żaden z tych rodziców zapatrzonych w swoje własne ego nie usłyszałby tego krzyku…

Przy okazji tego tematu przypomina mi się, że widziałam w „Złotych Myślach” ebooka dla ojców, którzy walczą o swoje rodzicielskie prawa („W stronę ojca”). Sama go nie czytałam, bo nie jest on skierowany do mnie, ale jeśli Ty jesteś ojcem, którego bez żadnego uzasadnienia odsunięto od dziecka, to na pewno znajdziesz tam pomoc i wskazówki dla siebie.

Zobacz też artykuł „Syndrom Gardnera, a sprawa ojca”

ebook

Komentarze (38)

Takie chwile są bezcenne…

kwiecień 14, 2007 | Opublikowany przez Jolanta Gajda w Rodzice i dziecko

Wczoraj wieczorem moja 9-letnia córka poprosiła mnie, bym popatrzyła, jaki układ taneczny przygotowała do szkolnego „Mini Playback Show”, w którym chce wziąć udział.

Siedziałam i patrzyłam na nią jak zauroczona. Nie dlatego, że były to super figury taneczne. Owszem, były fajne, ale nie o to chodzi. Moja córka uwielbia tańczyć i to uwielbienie było widoczne w każdym najmniejszym ruchu jej ciała, w wyrazie twarzy, w oczach. Miałam wrażenie, że nie patrzę na tańczącą dziewczynkę, tylko na taneczne zjawisko, które przyjęło ludzką postać :-). W takich chwilach wybaczam jej nawet to, że matematyka nie należy do jej ulubionych przedmiotów ;-).

Patrzeć na człowieka, który robi to, co kocha, to cudowne przeżycie. Bez względu na to, czy ten człowiek ma 10, 20, czy 50 lat.

A czym pasjonuje się Twoje dziecko? Lubi grać w piłkę nożną? Rysować? Sklejać modele samolotów? Projektować suknie dla lalek? Kolekcjonować kamienie o ciekawych kształtach i barwach? Cokolwiek to jest, zapomnij na chwilę o swoich ważnych i nie cierpiących zwłoki zajęciach domowych i zawodowych, stań w pewnym oddaleniu od swojego dziecka i popatrz na niego, gdy robi to, co uwielbia, to, co mu sprawia prawdziwą przyjemność. Skup się przez tą jedną małą chwilę tylko na obserwowaniu dziecka.

Takie chwile są bezcenne.

wiosna

Komentarze (7)

Pasja to skarb

kwiecień 7, 2007 | Opublikowany przez Jolanta Gajda w Rodzice i dziecko

Świąteczne przygotowania mam już za sobą, mogę więc z czystym sumieniem zasiąść na chwilę przed komputerem. A rzecz będzie o „Stowarzyszeniu umarłych poetów”, a raczej o paru refleksjach, które nasuwają mi się za każdym razem, gdy oglądam ten film. Należy on do tych filmów, które mogę oglądać wielokrotnie i zawsze towarzyszą mi te same emocje. Tym razem namówiłam też dzieci, by go obejrzały razem ze mną. Siedzieliśmy tak sobie w trójkę i ryczeliśmy jak bobry.

Jeśli oglądałeś „Stowarzyszenie umarłych poetów”, pamiętasz na pewno motyw chłopca, którego pasją było aktorstwo. Przygotowywał się do szkolnego przedstawienia, wkładając w swoją grę całą duszę i serce. Nie wyobrażał sobie życia bez teatru, sztuka była dla niego wszystkim.

Taka pasja to skarb. Czyni człowieka szczęśliwszym, nadaje życiu sens.

Niestety filmowy bohater nie miał możliwości realizowania swojej pasji, bo ojciec przewidział dla niego inną przyszłość – zawód lekarza. Zaplanował życie za niego. Zaślepiony przez własne ambicje, nie chciał chłopca nawet słuchać. Odebrał synowi marzenia. Odebrał mu też życie, bo chłopiec – nie mogąc robić tego, co było dla niego najważniejsze – popełnił samobójstwo.

Można by powiedzieć, że to tylko film. Fikcja. Pełna dramatyzmu, żeby przykuć widza do ekranu. Tylko że w życiu bywa często podobnie, choć nie kończy się tak tragicznie. Rodzice nie słuchają swoich dzieci, bo mają ważniejsze sprawy na głowie. Zawsze wiedzą wszystko lepiej, bo przecież są dorośli. Bagatelizują te zainteresowania dziecka, które wydają się nieistotne z punktu widzenia jego przyszłości. Lubi śpiewać? A, takie tam fanaberie. Wyrośnie z tego. Lubi malować? Szkoda na to czasu, bo przecież malowaniem nie zarobi na życie. A wydawałoby się, że rodzicowi powinno zależeć na tym, by jego dziecko wyrosło na szczęśliwego człowieka…

Może warto w te świąteczne dni, kiedy cała rodzina ma dla siebie więcej czasu, porozmawiać z dzieckiem o jego zainteresowaniach. Co lubi robić? Co mu sprawia przyjemność? Kim chciałoby zostać? Kto mu imponuje? Co jest jego marzeniem? Porozmawiać otwarcie, wykazując autentyczne zainteresowanie, unikając moralizowania, doradzania, krytykowania i innych paskudnych rodzicielskich nawyków… ;-). Po prostu słuchać. Poznać lepiej swoje dziecko, by potem móc je wspierać w realizacji jego zainteresowań i pasji.

Podążając za swoją pasją, dziecko ma szansę być kiedyś szczęśliwym, spełnionym człowiekiem. Postępując wbrew sobie, by zadowolić mamę czy tatę, ma „szansę” wyrosnąć na frustrata, który nigdy nie zakosztuje prawdziwej pełni życia.

Życząc czytelnikom i użytkownikom mojego serwisu spokojnych Świąt Wielkanocnych, życzę również, byście potrafili SŁUCHAĆ swoje dzieci i wspierać je w ich indywidualnych zainteresowaniach.

Wielkanoc

Komentarze (1)

Trzy etapy wieku chłopięcego

marzec 18, 2007 | Opublikowany przez Jolanta Gajda w Rodzice i dziecko

Zgodnie z obietnicą kontynuuję temat chłopców. Zacznę od zabawnego cytatu zaczerpniętego z poradnika „Wychowywanie chłopców” Steve’a Biddulpha:

„Nie wystarczy codziennie wsypywać w nich (tu: chłopców) płatki śniadaniowe i dawać czyste koszulki, aby pewnego dnia obudzili sie jako mężczyźni!”

Ach, wielka szkoda… Wszystko byłoby wtedy znacznie prostsze 😉

No dobrze, ale jak to jest w końcu z tymi etapami w życiu chłopca? Myślę, że to, co napiszę, nie będzie dla Ciebie jakąś nowością, ale czasami warto sobie pewne rzeczy głębiej uświadomić i wyciągnąć z nich konkretne wnioski. Bo wiedzieć to jedno, a wykorzystać wiedzę w praktyce, to drugie. (więcej…)

Komentarze (4)

Dlaczego chłopcy brykają?

marzec 11, 2007 | Opublikowany przez Jolanta Gajda w Rodzice i dziecko

No właśnie – dlaczego? Nawet jeśli zapewnimy obojgu rodzeństwu – chłopcu i dziewczynce – jednakowe warunki rozwoju, jednakowe możliwości i szanse, postawimy jednakowe wymagania, to i tak nie da się tego zmienić: chłopcy i dziewczynki to dwie różne „kategorie” Homo Sapiens ;-). I niech mnie nikt nie posądzi o dyskryminację którejkolwiek z płci, bo różne nie znaczy, że jedna lepsza, a druga gorsza.

Banalne już stało się twierdzenie, że kobieta jest nieodgadniona (dla panów oczywiście :-)). Ale to samo można powiedzieć i w drugą stronę. Męska natura jest dla mnie równie zagadkowa. Mój syn wychodzi już z okresu beztroskiego, niewinnego dzieciństwa, a wchodzi powoli w wiek dojrzewania. Ponieważ miałam ochotę poznać parę tajemnic kształtowania zdrowej męskiej osobowości, postanowiłam – jak zwykle zresztą 🙂 – sięgnąć do lektury.

Wybrałam „Wychowywanie chłopców. Jak pomóc chłopcom wyrosnąć na szczęśliwych mężczyzn” autorstwa Steve’a Biddulpha. Tytuł brzmiał obiecująco.

Gdy przeczytałam słowa, które zaraz przytoczę, (więcej…)

Komentarze (4)

Superdzieci superrodziców

marzec 4, 2007 | Opublikowany przez Jolanta Gajda w Rodzice i dziecko

Pod tym dość intrygującym tytułem pojawił się w lutowym numerze magazynu „Sukces” artykuł, który – powiem szczerze – rozbudził moją ciekawość. Artykuł powstał w oparciu o rozmowy z dorastającymi dziećmi pięciu znanych polskich psychologów.

Widząc tak sformułowany nagłówek, nastawiłam się od razu wojowniczo i zabrałam się za czytanie z dużą dozą podejrzliwości i sceptycyzmu. (więcej…)

Komentarze (2)

Jeśli masz dziecko w wieku 7-9 lat, to znasz doskonale ten problem. Nauka tabliczki mnożenia to jedno z większych i trudniejszych „przedsięwzięć” małego ucznia i na pewno trzeba mu w tym pomóc. O tym, że z tabliczką warto zapoznawać dziecko już w przedszkolu, pisałam wcześniej (Tabliczka mnożenia – cz.1). Dziś natomiast będzie o przepytywaniu.

Zrozumiałą jest rzeczą, że zapracowany rodzic nie zawsze znajduje czas, by trenować z dzieckiem działania, a te wymagają jednak systematycznych ćwiczeń i powtórek, by utrwaliły się na dobre. Warto więc wspomóc się różnymi pomocami, które przynajmniej od czasu do czasu wyręczą nas w dość uciążliwej procedurze przepytywania. Zresztą i dziecku przyda się różnorodny sposób sprawdzania wiedzy, bo im większa różnorodność, tym większa szansa na utrzymanie jego zainteresowania.

W sieci znajdziesz sporo darmowych narzędzi, które możesz wykorzystać w tym celu. Wystarczy skorzystać z wyszukiwarki. Podam tu kilka przykładowych adresów, na które możesz zajrzeć:

  1. 2 + 2 matematyka dla dzieci – program do ściągnięcia
  2. Liczydło – tabliczka mnożenia – program do ściągnięcia
  3. Interklasa – Tabliczka mnożenia – ćwiczenie online

Warto jednak zajrzeć również na strony angielskojęzyczne. Tam też jest sporo darmowych materiałów, a znajomość języka nie zawsze jest niezbędna, by z takich materiałów skorzystać. Oto parę ćwiczeń online:

  1. Kidsnumbers
    W pozycji: „What numbers do you want to multiply?” wpisz najwyższą cyfrę, jaka może się pojawiać w zadaniu (np. jeśli dziecko zna mnożenie co najwyżej przez 5, wpisz piątkę)
    wciśnij „next” (dalej)
    w pozycji: „How high should the timer be set to?” wpisz w sekundach, ile czasu program ma przepytywać (np. 180)
    Dziecko wpisuje prawidłowe wyniki i klika „check your answer” (sprawdź odpowiedź), a program pokazuje ilość prawdłowych odpowiedzi (right) i nieprawidłowych (wrong) przy haśle „your score” (twój wynik).
  2. Aplusmath
    Dziecko ma zadane działanie i na tablicy wyników klika w prawidłowy wynik. Jeśli odpowiedź będzie poprawna, pojawi się obrazek, jeśli nie, prawidłowa odpowiedź pojawia się pod tablicą wyników.
  3. Aplusmath 2
    Zaznaczasz poziom trudności (pod każdym poziomem pokazane jest przykładowe działanie dla danego poziomu), następnie wybierasz, ile działań ma byc w arkuszu (zalecam zaznaczenie 10 lub 20, wyższe ilości to byłoby już katowanie dziecka :-)), a na końcu wybieramy, czy działania mają być pokazane pionowo (vertical) czy poziomo (horizontal). Po zaznaczeniu tych opcji klikamy w „Create worksheet” i uzyskujemy arkusz do rozwiązania online. Gdy dziecko wpisze wyniki, klika w „Get answers”, by sprawdzić ich poprawność.
  4. Abiator’s
    Na lewym marginesie strony wybieramy, przez jaką liczbę chcemy mnożyć i jaka ma być szybkość prezentacji („slow” – wolna, „medium” – średnio szybka, „fast” – szybka). Po kliknięciu danej opcji, na ekranie pojawia się działanie, a po chwili wynik. Potem znowu działanie i znowu wynik. Taka prezentacja może służyć nie tylko do przepytywania, ale i do nauki nowych jednostek.
  5. Oswego
    Wybieramy, przez jaką liczbę chcemy mnożyć (można też wybrać pole „Mixed” – „działania różne”). Dziecko wpisuje w okienko swoje imię lub nick i klika START. monitor web page for changes . W kolejnym oknie otrzymujemy kolejno serię działań, które należy wykonać w ciągu minuty. Program ładny graficznie, ale jego wadą jest to, że na końcu pokazuje jedynie procentowo, ile działań zostało wykonanych poprawnie, natomiast nie pokazuje, jakie popełniono błędy.
  6. Handwriting for kids
    Arkusz działań do rozwiązania online. Przycisk „Submit” prowadzi do odpowiedzi, przycisk „Clear” czyści arkusz z dokonanych wpisów.
  7. Weekly reader
    Nieco trudniejsza wersja – podany jest wynik pod tablicą liczb, a my poprzez kliknięcia wybranych liczb na tablicy wskazujemy, jak możemy taki wynik uzyskać, jakie liczby przez siebie wymnożyć. Dopuszcza mnożenie także większej ilości liczb
    (np. wynik 24 to 2 x 12 lub 2 x 3 x 4 itd.)

Myślę, że będziesz miał z czego wybierać.

Sprawdź także ćwiczenia na tabliczkę mnożenia w naszym serwisie.

tabliczka mnożenia dla dzieci

Komentarze (5)

„Depresja u dzieci” – nie wiem, jak dla Ciebie, ale dla mnie to brzmi strasznie. Dzieciństwo przecież ma się kojarzyć ze szczęśliwym okresem, beztroską, spontaniczną radością.

Więc skąd taki temat? Otóż „Gazeta Wyborcza” opublikowała ostatnio cykl artykułów z serii „Smutni nastoletni” poświęcony właśnie temu zagadnieniu. Okazuje się, że zaburzenia depresyjne występują w Polsce u około jednej trzeciej młodzieży, a bywa, że ten odsetek drastycznie wzrasta.

(więcej…)

Komentarze (3)

List do samotnej matki

styczeń 31, 2007 | Opublikowany przez Jolanta Gajda w Rodzice i dziecko

Tyle bym Ci chciała powiedzieć…
Ale Ty nie mów nic.
Rozumiem Cię bez słów.

„Jesteś bardzo dzielna”
– ciągle to słyszysz, prawda?
Ale Ty nie czujesz się dzielna.
Są chwile, gdy masz ochotę
wykrzyczeć na cały głos,
że brakuje Ci sił. (więcej…)

Komentarze (11)

Baaardzo mi się to zdanie spodobało :-). A pochodzi z książki „Jednominutowa matka” Spencera Johnsona.

Gdy zobaczyłam ją w księgarni, od razu przyszły mi na myśl dwie pozycje o podobnym tytule – „Jednominutowy milioner” i „Jednominutowy menedżer”. Obie przedstawiają skuteczne techniki osiągania swoich celów oraz niesamowitą siłę jednominutowych działań. Byłam bardzo ciekawa, jak podobna formuła sprawdzi się w odniesieniu do mądrego rodzicielstwa.

Uderzyła mnie trafność i prostota przedstawionych przez autora technik, ale najbardziej utkwiła mi w pamięci właśnie ta: (więcej…)

Komentarze (0)